Jak wydać własną książkę

Jak wydać własną książkę

Pomysł na wydanie własnej książki jest przedsięwzięciem pięknym – jest dowodem na to, że stworzyliśmy dzieło które – przynajmniej naszym zdaniem – zasługuje na ukazanie się drukiem tak, aby szerokie gremium odbiorców mogło się nim nacieszyć. Wiąże się również ze świadomością czasu poświęconego na składanie zdań i trudów z tym związanych. Wielowątkowość fabuły oraz sensowne portrety psychologiczne bohaterów to tylko niektóre z wyzwań, przed którymi stają aspirujący twórcy. To dopiero wierzchołek góry lodowej, o której przeciętny człowiek nie ma nawet większego pojęcia, a o której jednak trzeba pamiętać. Nie jest najłatwiejszym zadaniem zbudowanie chociażby odpowiedniego dialog, będącego nacechowanym emocjonalnie oraz oddającego kontekst sceny.

Załóżmy jednak że jesteśmy już po etapie prac zarówno twórczych, jak i wstępnie korekcyjnych. Delikwent, który chce zabłysnąć na rynku książki, ma w takim przypadku w zasadzie tylko dwie możliwości. Pierwszą z nich, najpopularniejszą i kojarzoną przez wszystkich, jest żmudne przesyłanie swojego tekstu wybranym wydawnictwom. Na naszej głowie leży tutaj przesondowanie rynku oraz wyselekcjonowanie takich przedsiębiorstw, które specjalizują się w wydawaniu wybranego przez nas gatunku literackiego – bez sensu jest bowiem wysyłanie prozy wydawnictwu, które na swoim koncie ma jedynie publikacje poetyckie i odwrotnie.

Zazwyczaj proces ten wygląda tak, że przesyła się owym firmom fragment naszej książki (można zrobić to drogą pocztową bądź osobiście) wraz z konspektem całości. Nasz tekst musi również spełniać szereg wymogów co do czcionki czy kroju strony, jednak wszystko to możemy znaleźć na stronie internetowej danego wydawnictwa w odpowiedniej zakładce związanej ze współpracą. Nie oczekujmy jednak szybkiej odpowiedzi. Na biurku osoby odpowiedzialnej za selekcję tekstów z reguły znajduje się cały stos innych potencjalnych arcydzieł, które również czekają na przejrzenie i określenie, czy może coś z tego być. Dlatego też warto rozesłać nasz skrypt jednocześnie do kilku (4-5) wydawnictw.

Zwielokrotnia to nasze szanse na odpowiedź oraz daje poczucie, że robimy co w naszej mocy w pogoni za naszym przyszłym Pulitzerem. Jeśli się nam poszczęści, to po około roku dostaniemy odpowiedź pozytywną – zostaniemy poproszeni o całość tekstu która ponownie musi przejść weryfikację, znacznie jednak krótszą niż w pierwszym przypadku. Następnie należy tekst poddać profesjonalnej korekcie, wybrać okładkę oraz papier oraz – co dla nas najważniejsze – ustalić wysokość honorariów i tantiem.

Tutaj niestety na domorosłych pisarzy czeka kolejny zawód. Otóż bowiem, jak się okazuje, polski pisarz może liczyć na około 2-4 złote od sprzedanej książki. Biorąc pod uwagę fakt, że średni nakład książek wynosi 2 tysiące, nietrudno podliczyć, że nie są to przysłowiowe kokosy. Co z resztą pieniędzy, jeśli przeciętna książka kosztuje 35 złotych? Lwią część tej stawki pochłania samo wydawnictwo. Nic dziwnego – musi ono opłacić koszty kampanii reklamowej, korektorów, grafików oraz koszty drukarskie. Niemniej jeśli ktoś liczył, że uda się powtórzyć sukces J. K. Rowling pod względem zarobków jako debiutant, musi zostać niestety zawiedziony. Nie w tym kraju, gdzie przeciętny mieszkaniec czyta pół książki rocznie.

A co jeśli nasza książka się nie przyjmie w wydawnictwie lub jesteśmy zbyt zniecierpliwieni, aby czekać tak długo na odpowiedź? Mamy możliwość wydania książki własnym nakładem i własnymi siłami lub z pomocą firm specjalizujących się w tym. Nie jest to rozwiązanie cieszące się uznaniem i popularnością wśród zawodowych pisarzy, uznawane za pójście na łatwiznę, niemniej trzeba pamiętać, że nawet takie tuzy jak Mark Twain zaczynały w taki sposób.

Odbywa się to w taki sposób, że nawiązujemy współpracę z wydawnictwem tego pokroju, które przygotuje dla nas okładkę, łamanie oraz wydrukuje wybraną ilość egzemplarzy, jednak kosztami z tym związanymi dzieli się ono z autorem, podobnie jak dochodami. Minusem tego rozwiązania jest fakt, że to na autorze spoczywa obowiązek wypromowania tytułu oraz nie ma on opieki, jaką zostałby otoczony w profesjonalnym wydawnictwie, cieszącym się uznaniem. Nierzadko jest to jednak jedyne wyjście, szczególnie jeśli instynkt podpowiada nam, że to, nad czym pracowaliśmy przez długie miesiące jest dobre a odmowy od wydawnictw są prawdziwym spiskiem przeciwko nam i stoją na drodze ku naszemu szczęściu do spełniania marzeń.

Nie powinniśmy się także zniechęcać opinią, jaką są otoczone książki wydawane własnym sumptem. Zdarza się, że warto jest zainwestować i podjąć ryzyko. Chociażby dla satysfakcji, jaką jest ujrzenie książki opatrzonej własnym nazwiskiem na półce księgarni. Może być to również trampoliną w przyszłości – wydana już książka jest niemałym atutem na drodze w negocjacjach z profesjonalnymi wydawnictwami, dla których zainwestowanie w debiutanta bez nazwiska wiąże się z ogromnym ryzykiem porażki finansowej, nawet pomimo tego, jakiej jakości jest dostarczony tekst. Nie powinno się oceniać książki po okładce, jednak tajemnicą poliszynela jest fakt, że wciąż to robimy.

1 komentarz. Czytaj komentarze lub napisz nowy komentarz

  • 4 stycznia 2017 o 19:36

    Ten znany bloger związany z oszczędzaniem wydał niedawno książkę i zarobił prawie pół miliona.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *